II NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU A

(12.03.2017)

Bóg i góry

Pan Bóg lubi góry. Gdy postanowił dać narodowi wybranemu Dekalog, wezwał Mojżesza na górę Synaj. Ten stawił się przed Panem, choć nie mógł wprost oglądać Jego oblicza. Pomimo to, gdy prawodawca Izraela schodził z Synaju, skóra na jego twarzy promieniała. Odbijała chwałę Pana.
Pan Bóg lubi góry. Gdy postanowił spotkać się z Eliaszem, który pokonał setki proroków Baala, ukazał mu się na górze. Nie był w wichurze, nie był w ogniu, nie był w trzęsieniu ziemi, ale a szmerze łagodnego powiewu. Eliasz otulił się płaszczem. Również nie widział Boga twarzą w twarz.
Pan Bóg lubi góry. Zazwyczaj, gdy myślimy o scenie przemienienia, stajemy w pozycji apostołów, Piotra, Jakuba i Jana. Spotkało ich niecodzienne zjawisko. Ujrzeli przedstawiciela Prawa i proroków, gdy rozmawiali z Jezusem. Musieli być zdziwieni: najwięksi bohaterowie Starego Testamentu rozmawiają z ich Mistrzem, Nauczycielem z Nazaretu? Czyżby On był większy od nich?
Jezus lubi góry. A historia lubi się powtarzać. Niegdyś Bóg wezwał na górę Mojżesza i Eliasza. Teraz Jezus wzywa na górę te same postacie. Bo Jezus jest Bogiem. Apostołowie nie mogli tego jeszcze wtedy zrozumieć. Dlatego „upadli na twarz i bardzo się zlękli” (Mt 17,6).
Przemienienie na górze Tabor to tylko przebłysk bóstwa Chrystusa. Uczniowie zrozumieli to dopiero po tym, gdy Jezus uniósł się do niebios z góry wniebowstąpienia. Bo Jezus lubi góry.