Punktem zapalnym konfliktu pomiędzy Janem Chrzcicielem a Herodem Antypasem było małżeństwo władcy z Herodiadą, żoną swojego brata. Herod zerwał z pierwszą żoną, córką króla Nabatejczyków Aretasa IV, co wywołało gniew jej ojca. W 36 roku po Chr. Aretas IV, chcąc pomścić zniewagę, zaatakował Antypasa i pokonał go militarnie. Choć Herod liczył na wsparcie wojskowe ze strony Rzymian, nie doczekał się pomocy, ponieważ w tym czasie nastąpiła zmiana cesarza. W kolejnym roku, 37 po Chr., brat Herodiady – Agrypa I – otrzymał od cesarza ziemie należące wcześniej do tetrarchy Filipa, zmarłego trzy lata wcześniej. Jak już wspomniano, Herod Antypas opuścił swoją pierwszą żonę dla Herodiady, która z kolei rozstała się z Filipem, aby związać się z Antypasem. Ten kontrowersyjny związek stał się powodem ostrej krytyki ze strony Jana Chrzciciela, który wzywał do nawrócenia i zapowiadał bliski sąd Boży.
Wieści o Janie docierały do Heroda i Herodiady, jednak ze względu na powszechny szacunek ludu dla Jana, Herod nie podejmował wobec niego działań – obawiał się reakcji tłumu. Do egzekucji Jana doszło podczas urodzinowej uczty Heroda, kiedy to zwyczajowo organizowano taneczne pokazy. Taniec Salome tak zachwycił Heroda, że obiecał spełnić jej każdą prośbę, używając typowej dla starożytnych władców formuły o oddaniu nawet połowy królestwa, co w rzeczywistości oznaczało hojność, a nie dosłowną obietnicę. Salome, zgodnie z instrukcjami matki, poprosiła o głowę Jana Chrzciciela na misie – był to odwet Herodiady za krytykę jej stylu życia. Był to też sposób Herodiady na zamanifestowanie swojej siły – ostrzeżenie dla wszystkich, którzy ośmieliliby się ją potępić. Scena ta została żywo opisana w starochrześcijańskim apokryfie Vita Joannis Baptistae. Zachowanie Herodiady było sprzeczne z przepisami Starego Testamentu, który jednoznacznie potępiał poślubienie żony brata: „Ktokolwiek bierze żonę swojego brata, popełnia kazirodztwo” (Kpł 20,21).
Herod, dotrzymując publicznie złożonego przyrzeczenia, nie wycofał się z obietnicy. Przysięga miała wówczas bardzo uroczysty i zobowiązujący charakter – traktowana była jako gwarancja prawdy i gotowość do poniesienia konsekwencji w przypadku jej złamania. Sama idea przysięgi czerpie ze Starego Testamentu, gdzie często Bóg potwierdza swoje Słowo przysięgą, używając sformułowań takich jak „na moje życie” (por. Lb 14,21).
***
Przymierze zawarte pomiędzy Bogiem a ludem Izraela w Starym Testamencie opierało się na składaniu przysięgi. Człowiek, chcąc poświadczyć swoją prawdomówność, powoływał się na samego Boga jako gwaranta tej prawdy (por. Pwt 6,13). W tym sensie przysięga wyrażała wiarę, dlatego prorocy – czuwający nad czystością wiary w jednego Boga – potępiali wszelkie fałszywe przysięgi. Jeremiasz przestrzegał: „Będziesz przysięgał: ‘Na życie Jahwe’, zgodnie z prawdą, słusznie i sprawiedliwie” (Jr 4,2). W czasach Jezusa, by nie wypowiadać bezpośrednio imienia Boga, Izraelici nieraz przysięgali na miejsce lub inne określenie, jak Adonai, unosząc przy tym jedną rękę, a w przypadku bardziej uroczystych przysiąg – dwie ręce.
Opis wydarzeń u Marka rozgrywa się w warownej twierdzy Macheront, wzniesionej przez Heroda Wielkiego ponad Morzem Martwym, około dwudziestu kilometrów na południowy wschód od ujścia Jordanu. Twierdza ta miała duże znaczenie militarne, a wewnątrz niej Herod wzniósł swój pałac. To właśnie stąd uczniowie Jana Chrzciciela zabrali jego ciało do pochówku. Józef Flawiusz widział w porażce Heroda Antypasa w wojnie z królem Arabii – Partasem – wyraz Boskiej kary za śmierć Jana Chrzciciela (Dawne dzieje Izraela, 18,116–119).
***
Marek opisuje śmierć Jana Chrzciciela jako przykład tego, jak zło potrafi się mnożyć. Herod Antypas i Herodiada najpierw popełniają jeden grzech, a potem dokładane jest kolejne zło – skazanie Jana na śmierć. Tak właśnie działa zło: jedno prowadzi do następnego. Nauczanie Jezusa zupełnie temu się sprzeciwia – w Kazaniu na Górze mówi, żeby nie odpowiadać złem na zło. Chrześcijanin powinien przerwać ten łańcuch: na zło odpowiadać dobrem, na nienawiść – miłością, a na wyrządzoną krzywdę – czynieniem dobra. Tylko taka postawa jest w stanie zatrzymać spiralę zła i grzechu, która toczy świat. Mahatma Gandhi, znany przywódca z Indii, opracował zasadę non violence, czyli walki bez przemocy. Jezus zachęcał do podobnego podejścia – by nie odpłacać tym samym za wyrządzone zło. Czasem sprzeciw wobec krzywdy może oznaczać cierpienie, prześladowania, a nawet śmierć. Tak było w przypadku Jana Chrzciciela – oddał życie za prawdę, którą głosił. Zginął, bo nawoływał do nawrócenia i zawsze stał po stronie Boga. Stał się ofiarą ludzkiej zazdrości, ale dzięki swojej postawie zdobył szacunek ludzi. Zapamiętano go jako kogoś, kto nie idzie na kompromisy ze złem. Jego śmierć nie była porażką, tylko zwycięstwem dobra.
***
Omawiając opis śmierci Jana Chrzciciela, nie można ominąć wątku polskiego związanego z tą kwestią. To już nie komentarz do omawianej perykopy, ciekawostka z nią związana, o której mało kto w kraju nad Wisłą i Odrą wie.
W 1947 roku Beduini z plemienia Taamire dokonali największego odkrycia archeologii biblijnej. W pobliżu miejscowości Qumran na Pustyni Judzkiej, nieopodal Morza Martwego znaleziono pierwszy z ponad ośmiuset starożytnych manuskryptów, które skrywały przez wieki ciemne zaułki jedenastu grot qumrańskich. Dziś nikt nie ma już wątpliwości, że manuskrypty należały do sekty esseńczyków, którą dobrze znał Józef Flawiusz, określający ją mianem „trzeciej (obok faryzeuszów i saduceuszów) filozofii”.
Józef Tadeusz Milik to bez wątpienia jeden z najwybitniejszych badaczy pism qumrańskich. To geniusz paleografii, a jednocześnie – nasz rodak. Urodził się na Podlasiu w 1922 roku. Od dziecka fascynowała go nauka. Chętnie sięgał po książki gromadzone przez jego ojca. Po maturze, którą zdał w Siedlcach, wstąpił do seminarium duchownego w Płocku. Jego formację przerwał wybuch wojny. Dokończył ją w seminarium warszawskim. W 1946 roku przyjął święcenia kapłańskie. W tym czasie rozpoczął już studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Już wtedy dały się zauważyć jego niezwykłe zdolności językowe. Niedługo potem wyjechał do Rzymu, by podjąć studia orientalistyczne na Papieskim Uniwersytecie Biblijnym.
Już przy pierwszym spotkaniu z tamtejszym hebraistą, podczas zwykłego obiadu Milik wykazał się tak doskonałą znajomością hebrajskiego, że zdumiony profesor zwolnił go z obowiązkowego egzaminu wstępnego. Po zaledwie kilku miesiącach pobytu we Włoszech publikował już artykuły we włoskiej prasie naukowej. Znakomicie władał także rosyjskim, angielskim, francuskim i niemieckim. Gama języków, które poznał w ramach curriculum studiów jest niezwykła: łacina, greka, hebrajski, aramejski, syryjski, staro-cerkiewno-słowiański, gruziński, arabski, ugarycki, akadyjski, sumeryjski, egipski, fenicki i hetycki.
Gdy tylko świat obiegła pogłoska o odkryciach qumrańskich, Milik – nie zabierając nawet wszystkich rzeczy z Rzymu – przerwał karierę biblisty i wsiadł na statek do Ziemi Świętej. Zdążył jeszcze obronić z wynikiem summa cum laude pracę licencjacką na Biblicum. Pisał ją o Księdze Reguły z Qumran, do której miał dostęp jedynie z fotografii w czasopismach! Jego geniusz dotarł do Ziemi Świętej przed nim, gdyż pewnego razu zwiedzając muzeum w Mediolanie, bezbłędnie określił pochodzenie dzbanów, które dotychczas pozostawało zagadkowe. Opublikował na ten temat artykuł, który przyniósł mu pierwsze promienie sławy. Po Jerozolimie krążyła anegdota o tym, że pewnego razu Milik przyłączył się do grupy turystów zwiedzających muzeum w Bet Szearim i ku zdumieniu wszystkich nieustannie poprawiał błędy przewodnika w odczytywaniu inskrypcji na artefaktach.
Milik zamieszkał we Francuskiej Szkole Biblijnej i Archeologicznej w Jerozolimie i natychmiast został zaliczony do pierwszej ekipy, która przeprowadzała wykopaliska w Qumran i była odpowiedzialna za odszyfrowanie tekstów zwojów oraz ich publikacje. Sam jeden odczytał najwięcej tekstów qumrańskich. Jemu przydzielono opracowanie słynnego Zwoju Miedzianego, który mówić miał o ukrytych skarbach esseńczyków i wokół którego narosło dziesiątki legend. W 1955 był współautorem pierwszej większej publikacji dotyczącej tekstów z Groty Pierwszej – Discoveries in the Judaean Desert. W następnym roku polski badacz został ogłoszony „najszybszym człowiekiem od fragmentów” przez amerykański tygodnik Time. W 1959 ukazała się jego następna książka Ten Years of Discovery in the Wilderness of Judaea. Po wybuchu wojny sześciodniowej nie mógł pracować w Jerozolimie. Badania kontynuował najpierw w Rzymie, potem w Paryżu.
I tu dochodzimy do clue naszej refleksji dotyczącej śmierci Jana Chrzciciela. Otóż jedną z wielkich zagadek pozostaje dla czytelnika biografii Milika jego przekonanie, iż odkrył szkielet Poprzednika Pańskiego! To nie żart! Rzeczywiście bowiem podczas wykopalisk na cmentarzysku pustynnym odkrył szkielet człowieka pozbawionego głowy, a datacja wskazuje wyraźnie na pierwszą połowę pierwszego stulecia. Szczątki zostały pochowane niedaleko Macherontu, gdzie Poprzednik Chrystusa poniósł śmierć. Z jednej strony kwestia wydaje się tak kuriozalna, że aż niewiarygodna, z drugiej zaś sam Milik jako naukowiec wydaje się chłodnym umysłem analizować fakty i nie wyciągać pochopnych wniosków. Gdyby jego przypuszczenia okazały się prawdziwe, mielibyśmy do czynienia z absolutnie nie mającym precedensu odkryciem archeologii biblijnej. A może właśnie odrzucenie postawionej przez badacza hipotezy, iż odnalazł szczątki Chrzciciela sprawiło, że zdystansował się do świata nauki? Przez badaczy tematyki qumrańskiej określany był jako „patriarcha i prekursor badań nad manuskryptami” oraz „uczony uczonych”. Zmarł w Paryżu 6 stycznia 2006 roku.