X Niedziela w ciągu roku A

Powołanie Mateusza

Scena powołania Mateusza zarysowana jest przez ewangelistę bardzo krótko. Wynika to być może z faktu, że ewangelista opowiada sam o sobie. Mateusz był celnikiem. Jego zadanie polegało na zbieraniu podatku celnego za handel rybami wyłowionymi w Jeziorze Galilejskim. Celnicy w społeczeństwie żydowskim uchodzili za grzeszników nie tylko dlatego, że padało na nich podejrzenie o podwyższanie podatków, ale także dlatego, że mieli częsty kontakt z cudzoziemcami, a więc z poganami, którzy uchodzili za ludzi nieczystych. Na Jezusowe wezwanie „Pójdź za Mną!”, celnik odpowiada natychmiast. Pozostawia swą komorę celną i wyrusza za Jezusem. Imię Mateusz oznacza tyle co „dar Jahwe”.

W innych ewangeliach powołany celnik nosi imię Lewi. Prawdopodobnie jest to ta sama osoba, która posługiwała się dwoma imionami. Niektórzy sądzą, że Łukasz i Marek używają imienia „Lewi”, aby nie stawiać w złym świetle apostoła Mateusza. Mateusz jednak, opisując scenę swego powołania, nie wzbraniał się przed użyciem własnego imienia.

Scenę powołania celnika rozwija ewangelista, ukazując wspólny posiłek Jezusa z innymi celnikami i grzesznikami. Wszyscy oni zasiadali przy wspólnym stole nie tylko z Jezusem, ale także z Jego uczniami. Było to powodem zgorszenia faryzeuszów, którzy uczniom stawiali pytanie: „Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?” (Mt 9,11). Według Prawa żydowskiego pobożny Żyd nie powinien zasiadać przy jednym stole z tymi, którzy Prawa nie znają lub nie przestrzegają.

Uczta mesjańska

Motyw uczty wydaje się tu istotny. Jezus, mówiąc o królestwie Bożym, często po niego sięgał. Apostołom tłumaczył: „Wielu przyjdzie ze Wschodu i Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim” (Mt 8,11). Innym razem sięgał po przypowieści: „Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi” (Mt 22,2). Uczta więc, do której Jezus zasiada wraz z uczniami, jest zapowiedzią uczty mesjańskiej. Będą w niej uczestniczyć także grzesznicy, którzy dzięki relacji z Jezusem doświadczą nawrócenia i zbliżą się do Boga. Sam fakt, że Jezus przebywał blisko ludzi grzesznych i odrzucanych przez ogół, wskazuje na miłosierdzie Boga. Bóg pragnie je okazać wszystkim, zwłaszcza tym, którzy najbardziej go potrzebują.

W tym miejscu Ewangelii Mateuszowej po raz pierwszy faryzeusze występują w bezpośredniej opozycji do Jezusa. Ewangelista ukazuje w ten sposób, że mur wrogości wobec Nauczyciela wzrasta. Dotychczas sprzeciwiali Mu się uczeni w Piśmie, teraz dołączają także faryzeusze. Oburzenie faryzeuszy z powodu posiłku z celnikami i grzesznikami należy także odczytać z punktu widzenia pierwotnego Kościoła. Gdy poganie przyjmowali wiarę w Jezusa, trwali w jednej wspólnocie z wiernymi pochodzącymi z judaizmu. Musiało to być przedmiotem surowej krytyki niektórych Żydów. Zwyczaj wspólnego zasiadania do stołu z ludźmi uznanymi za nieczystych uzasadnia zatem Mateusz praktyką samego Jezusa. Skoro sam Nauczyciel tak czynił, więc czynić tak mogą i Jego uczniowie.

Odpowiadając na zarzut, Jezus posługuje się przysłowiem: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają” (Mt 9,12). Treść zawarta w tym przysłowiu nawiązuje do starotestamentalnej idei Boga, który jest lekarzem: „Jeśli wiernie będziesz słuchał głosu Pana, twego Boga, i będziesz wykonywał to, co jest słuszne w Jego oczach; jeśli będziesz dawał posłuch Jego przykazaniom i strzegł wszystkich Jego praw, to nie ukarzę cię żadną z tych plag, jakie zesłałem na Egipt, bo Ja, Pan, chcę być twym lekarzem” (Wj 15,26). Przez proroka Jeremiasza Bóg pyta retorycznie: „Czy nie ma już balsamu w Gileadzie, czy nie ma tam lekarza? Dlaczego więc nie zabliźnia się rana Córy mojego ludu?” (Jr 8,26). Po takich wyjaśnieniach Jezus wzywa swych adwersarzy do rozważenia znaczenia wypowiedzi Boga zapisanej u Ozeasza: „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary” (Oz 6,6). Bogu bardziej miłe są szczere odruchy serca niż rygorystyczne, pozbawione ducha wykonywanie przepisów Prawa. Na nic zdadzą się ofiary i zewnętrzna pobożność, jeśli komuś brakuje postawy miłosierdzia wobec drugiego. Sprawowanie kultu tylko wtedy ma sens, gdy dokonywane jest w duchu życzliwości obejmującej innych.

Celem misji Jezusa jest powołanie grzeszników, nie sprawiedliwych. Sprawiedliwi nie potrzebują „powołania” do królestwa Bożego, gdyż właśnie ich sprawiedliwość zapewnia im wejście do niego. Z drugiej zaś strony wszyscy ludzie są grzesznikami i wszyscy potrzebują Bożego miłosierdzia, są więc przedmiotem „powołania” ze strony Jezusa. Możliwe także, że Jezusową wypowiedź należy rozumieć w ten sposób: „Nie przyszedłem powołać tych, którzy uważają się za sprawiedliwych (bo nie przyjmą Mego powołania), ale grzeszników uznających swoją winę”. Przy takiej interpretacji wypowiedź ta nie jest pozbawiona ironii.

Prezentacja stworzona przez AI

Caravaggio i natchnienie

Światła i cienie, w które obleczone było życie Caravaggia, znalazły swój odblask również w jego sztuce. Postacie jego obrazów jakby wyłaniają się z mroku. Niczym światłem reflektora osnute twarze przemawiają wyrazem spojrzenia i dynamiką gestów. Ostre nieraz światło silnie zarysowaną granicą próbuje zmagać się z ciemnością, wdzierając się w głęboki mrok tła. Powstałe w latach 1599-1600 płótno, zatytułowane Święty Mateusz i anioł, przedstawia pierwszego ewangelistę – celnika, oddanego twórczej pracy pisarskiej, której treść adresowana była do chrześcijan rodem z judaizmu. Nad głową dostojnego siwowłosego mężczyzny (którego pierwszy wizerunek odrzucono jako zbyt wulgarny!) unosi się wdzięczny anioł, który wydaje się szeptać do ucha natchnionego autora pierwszej księgi Nowego Przymierza boskie słowa. Parola per parola – mówią Włosi; „słowo po słowie” – tak zdaniem mistrza światła i cienia miało wyglądać wyłanianie się spod pióra Apostoła stronic teksu natchnionego. Natchnienie (łac. inspiratio) w rozumieniu Caravaggia, który zresztą był spadkobiercą przekonań patrystycznych usystematyzowanych poglądami Tomasza z Akwinu, było tożsame z dyktandem (łac. dictatio). Duch Święty, ukryty za skrzydłami anioła, miał dyktować wyraz po wyrazie tekst ewangelii nawróconemu celnikowi. Tak wówczas pojmowano natchnienie.

Dziś wiemy, że jest inaczej. Natchnienie to nadprzyrodzone działanie Ducha Świętego na pisarzy ksiąg biblijnych. Działanie to sprawia, że prawdziwe słowo ludzkie jest jednocześnie prawdziwym słowem Boga. Pod koniec II stulecia Atenagoras z Aten pięknie porównywał natchnienie do gry na instrumencie muzycznym: „My natomiast jako gwarancję tego, co myślimy i w co wierzymy, mamy proroków, którzy opowiadali o Bogu i o prawach Bożych natchnieni przez Ducha Bożego. Również wy, którzy przewyższacie innych ludzi inteligencją i pobożnością względem prawdziwego Bóstwa, możecie stwierdzić, że niedorzecznością jest odrzucać wiarę w Ducha Bożego, który usta proroków poruszał niczym instrumenty muzyczne, a ufać ludzkim mniemaniom” (Prośba za chrześcijanami 7).

Chcąc przekazać swoje słowo, Bóg posłużył się ludźmi. Bóg dawał im zrozumienie Bożych spraw, jednak pisząc o nich, używali oni własnych zdolności. Każdy z biblijnych autorów dobierał słowa, za pomocą których chce przekazać prawdy otrzymane od Boga. Każdy z autorów natchnionych był dzieckiem swojej epoki. Posługiwał się ówczesnym stanem wiedzy i w swoim pisarstwie oddawał ówczesny sposób widzenia świata. Biblia nie musi więc odpowiadać dzisiejszemu stanowi nauk szczegółowych, nie jest bowiem podręcznikiem archeologii, astronomii czy fizyki. Jest „podręcznikiem wiary”. Odpowiedni dokument Soboru Watykańskiego II głosi: „Księgi biblijne w sposób pewny, wiernie i bez błędu uczą prawdy, jaka z woli Bożej miała być przez Pismo święte utrwalona dla naszego zbawienia” (Konstytucja o objawieniu Bożym 11). Jeśli więc celem Biblii nie jest przekazywanie prawd historycznych czy przyrodniczych, jak należy traktować zawarte w niej informacje z tych dziedzin? Otóż nie może istnieć żadna sprzeczność pomiędzy prawdziwymi wnioskami nauk szczegółowych a twierdzeniami Biblii. Twórcą praw przyrody i autorem Biblii jest przecież ten sam Bóg, stąd sprzeczność jest wykluczona. Pismo święte odzwierciedla stan wiedzy i przekonania autorów ludzkich w danych epokach, nie pretenduje jednak do dawania odpowiedzi na pytania dręczące przyrodoznawców, astronomów czy fizyków jądrowych. Znamienna jest w tym względzie wypowiedź św. Augustyna: „Nie czytamy w ewangelii, by Pan powiedział: „posyłam wam Pocieszyciela, który by was pouczał o biegu słońca i księżyca”. Chrześcijan chciał bowiem wykształcić, nie matematyków”. Pisarze natchnieni opisywali zjawiska przyrodnicze czy astronomiczne tak, jak je postrzegali zmysłami. Dziś również często w sposób popularny mówi się, że słońce wstaje lub zachodzi, choć przecież wszyscy uznają system heliocentryczny.

Michelangelo Merisi da Caravaggio, Święty Mateusz i anioł (fot. M. Rosik)

Polub stronę na Facebook