Pasterz z katakumb
W VI wieku przed Chr. w Attyce powstała rzeźba, która uchodzi za arcydzieło starożytnej sztuki greckiej. „Niosący cielę” to wizerunek pasterza, który wyszedł spod dłuta anonimowego artysty. Wieki później, zauroczeni grecką kulturą Rzymianie, przejęli idylliczne sceny sztuki greckiej, adaptując je do własnego środowiska. Obraz pasterza i owiec stał się często wykorzystywanym elementem dekoracyjnym rzymskich willi.
Nic więc dziwnego, że sięgnęli chętnie po niego także pierwsi prześladowani w Rzymie chrześcijanie. Nie budząc niczyich podejrzeń, mogli ukazać wizerunek swojego Pana. Trzy najstarsze malowidła przedstawiające Chrystusa jako dobrego pasterza znajdują się w katakumbach. Najstarszy, datowany na II wiek, wymalowano w katakumbach Domitylli. Chrystus trzyma na ramionach jedną owcę, a obok Niego stoją jeszcze cztery inne. Podobny motyw odnaleźć można na ścianie katakumb św. Pryscylli. Chrystus trzyma baranka, a dwie owce stojące obok reprezentują całe stado. Trzeci wizerunek znajduje się w katakumbach św. Kaliksta.
Wizerunki te znajdują swe biblijne uzasadnienie nie tylko w słynnej mowie Jezusa zapisanej w Ewangelii Jana, ale także we wzmiance Mateusza: „A widząc tłumy ludzi, [Jezus] litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza” (Mt 9,36). I tak jest do dziś. Wystarczy wsłuchać się w Jego głos.
Kiedy złe rzeczy zdarzają się dobrym ludziom
Amerykański rabin Harold Kushner jest autorem przejmującej książki zatytułowanej Kiedy złe rzeczy zdarzają się dobrym ludziom. Refleksje zapisane na jej kartach nie są wynikiem nocy spędzonych w bibliotece, lecz osobistego doświadczenia żydowskiego nauczyciela. Rabin miał kilkuletniego syna, który zachorował na nowotwór. Nie pomogły ani chemia, ani zabiegi chirurgiczne. Dziecko zmarło.
Nic dziwnego, że gdy człowiek staje oko w oko z największym cierpieniem, rodzą się w nim najbardziej fundamentalne pytania. Wielu chrześcijan powiedziałoby w takiej sytuacji: krzyż od Boga. Ale to chyba najbardziej absurdalne pocieszenie, na jakie nas stać. Mówimy, że Bóg jest przyczyną naszego cierpienia, i dodatku w to wierzymy! A czyż cierpienie nie pojawiło się wśród ludzi wskutek pierwszego złamania przymierza z Bogiem? Wskutek nieposłuszeństwa pierwszych rodziców? Trzeba powiedzieć jasno: zło nie pochodzi od Boga. Owszem, gdy się pojawia, Bóg może wykorzystać je ku naszemu dobru, nie On jednak jest jego Dawcą. Podobnie jest z grzechem – Bóg nie chce grzechu, jednak może wysupłać jakieś dobro z naszego uwikłania w grzech. A ponieważ cierpienie, choroba nie ma źródła w Bogu, dlatego Jezus wysyłając swych apostołów na misje, wskazuje im: „Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy” (Mt 10,7).
Jezus nakazuje misjonarzom wkraczać w sytuacje cierpienia, choroby, tragedii i nieszczęścia po to, by z tego zła wyzwalać! Jezus nie wzywa do dźwigania „krzyża choroby”, ale nakazuje chorych uzdrawiać! W Ewangeliach nie pojawia się ani razu sformułowanie „krzyż choroby”, a królestwo Boże nie jest królestwem wewnętrznie skłóconym, w którym Ojciec zsyła na ludzi cierpienia, a Syn każe z nich uwalniać!
Jedyna Ewangelia
„Idźcie i głoście: bliskie już jest królestwo niebieskie” (Mt 10,7) – wzywa Jezus apostołów, rozsyłając ich na misje. Nasze życie jest często jedyną Ewangelią, jaką czyta świat. Nasze oczy to często jedyne oczy, które ma Jezus, by dostrzec potrzeby cierpiących. Nasze uszy to jedyne uszy, które ma Jezus, by usłyszeć płacz samotnych. Nasze usta niekiedy to jedyne usta, które ma Jezus, by opowiadać dobrą nowinę. Nasze ręce to jedyne ręce, jakie ma Jezus, by podać kubek wody spragnionemu. Nasze nogi to jedyne nogi, jakie ma Jezus, by pobiec z Ewangelią na krańce świata.
Jednak nie znaczy to, że widzi wszystko ten, kto rozgląda się wokół, a nie zamyka oczu w modlitwie przed Najświętszym Sakramentem. To nie znaczy, że zawsze usłyszy krzyk cierpiących ten, kto nie nasłuchuje Pana w medytacji. To nie znaczy, że powiedzą o Bogu właściwie usta, które nigdy nie pogrążają się w milczeniu, by Nim się zachwycać. To nie znaczy, że zrobią najwięcej dobra ręce, które nigdy nie składają się do modlitwy. To nie znaczy także, że dojdą do celu nogi, które nie zginają się na kamiennej posadzce kościoła.
Nasze życie jest często jedyną Ewangelią, jaką czyta świat. Czy wyczyta z niej prawdę o przemieniającej miłości Boga?
Komentarz egzegetyczny
Jezus jako nauczyciel, z autorytetem przywołuje do siebie uczniów. W jednym zdaniu padają dwa ich określenia: „uczniowie” i „dwunastu”; jest to już więc grupa uformowana i zamknięta. Dwunastu apostołów odróżnia się od pozostałych uczniów. Jezus udziela im władzy nad duchami nieczystymi. Władzę tę niejednokrotnie zademonstrował już sam poprzez dokonywanie egzorcyzmów, a także poprzez pokonanie szatana na Górze Kuszenia. Teraz również uczniowie mają ten sam autorytet, aby na ich rozkaz złe duchy uchodziły z ludzi. Jezus przekazuje uczniom także władzę uzdrawiania, by „leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości”. Takie sformułowanie sugeruje, że jest to władza w niczym nie ograniczona. Zestawienie mocy uzdrawiającej i uwalniającej od wpływu złych duchów z terminem „uczniowie” zawiera istotne dla działalności Jezusa przesłanie: nauczanie zawsze wiąże się z działalnością cudotwórczą, i odwrotnie, cuda potwierdzają naukę, a nie są dokonywane dla nich samych. Tak było w życiu Jezusa, tak też powinno być w działalności Jego uczniów.
Następuje katalog dwunastu apostołów. Na pierwszym miejscu w katalogach zawsze występuje Piotr, co świadczy o jego pierwszej pozycji w gronie dwunastu. Pozycja ta pochodzi z ustanowienia samego Jezusa. Mateusz podkreśla ją poprzez użycie liczebnika „pierwszy”. Pojawiają się tu dwa imiona, którymi posługiwał się apostoł: pierwotne imię Szymon i imię nadane przez Jezusa, Piotr, czyli „skała”. Tuż za nim wymienia się brata Piotra, Andrzeja. Potem przychodzi kolej na dwóch innych braci, synów Zebedeusza, Jakuba i Jana. Piotr, Jakub i Jan byli szczególnie wybrani na świadków trzech istotnych wydarzeń z życia Jezusa: wskrzeszenia córki Jaira (opowiada o tym Marek ewangelista), przemienienia na górze Tabor oraz modlitwy Jezusa w Ogrodzie Oliwnym. Po imionach Filipa, Bartłomieja i Tomasza, ewangelista wspomina o samym sobie, dopisując, że chodzi o celnika. Dla odróżnienia od Jakuba, syna Zebedeusza, Mateusz oznajmia, że kolejny apostoł o tym imieniu był synem Alfeusza. Po wzmiance o Tadeuszu pojawia się także imię Szymona o przydomku „Gorliwy”. Niektórzy egzegeci sugerują, że przed przystąpieniem do Jezusa mógł on przynależeć do stronnictwa zelotów („gorliwców”), którzy ostro sprzeciwiali się dyktaturze Rzymu w Palestynie. Na końcu katalogu zawsze wymieniany jest Judasz, który okazał się zdrajcą.
Następnie Mateusz wzmiankuje, że apostołowie zostali przez Jezusa „posłani”, co oznacza, że została im powierzona misja do spełnienia. Treść tej misji wyjaśniają kolejne wskazania, których Jezus udzielił swym uczniom. Pierwszym z nich jest nakaz omijania pogan i Samarytan. Poganinem był każdy, kto nie podzielał wiary judaizmu. Samarytanie wspomniani są osobno z tego względu, że choć Żydzi uważali ich za pogan, oni sami mienili się wiernymi wyznawcami religii Mojżeszowej. Kiedy część mieszkańców Samarii została uprowadzona do niewoli babilońskiej, na ich miejscu zamieszkali poganie. Z czasem doszło do małżeństw mieszanych pogan z Żydami, którzy nie zostali wysiedleni. Z tego względu po powrocie z wygnania Żydzi odrzucili pomoc owych mieszkańców Samarii przy odbudowie świątyni, uznając, że sprzeniewierzyli się wierze ojców. Samarytanie wybudowali wówczas swoją świątynię na górze Garizim i tam oddawali cześć Bogu. Od tej chwili narasta wrogość pomiędzy Żydami i Samarytanami, czego wiele dowodów znajduje się na kartach Nowego Testamentu.
Jezus nakazuje apostołom udać się „raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela”. Jest tu jawne nawiązanie do sytuacji tłumów, o której powiedziano, że były „jak owce nie mające pasterza” (Mt 9,36). Termin „raczej” wskazuje, że obecna misja apostołów skierowana jest do Żydów, przyjdzie jednak czas, kiedy uczniowie głosić będą ewangelię także wśród pogan. Treścią przepowiadania apostolskiego ma być bliskość królestwa Bożego. Ojcowie Kościoła samego Chrystusa nazywali Autobasileia, czyli „Królestwem samym w sobie”, „Królestwem uosobionym”. Działalność Chrystusa na ziemi jest jawnym znakiem, że królestwo to już istnieje, a jednocześnie jest blisko tych, którzy wiarą przyjmą Jego nauczanie.
Jezus nakazuje także apostołom korzystać z władzy uzdrawiania i egzorcyzmów. Wymienia trzy rodzaje cudów: uzdrawianie chorych, wskrzeszanie umarłych i wypędzanie złych duchów. Oczyszczanie trędowatych, choć przynależy do uzdrawiania chorych, wymienione jest osobno na znak tego, że Jezus włącza w krąg oddziaływania Bożego także tych, którzy wyrzuceni byli poza nawias społeczeństwa z powodu stanu choroby. Wezwanie „Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”, wskazuje na darmowość Bożych darów. Są one udzielane przez Boga jako łaska i nie można na nie zasłużyć. Sam Bóg udziela ich hojnie ze swej szczodrobliwości, kierując się litością, miłością i miłosierdziem.
Celem działalności apostołów ma być rozszerzanie królestwa Bożego i to samo ma być ich nagrodą i zapłatą za wykonaną pracę i trudy. Stąd bezpośrednie wezwanie, by nie gromadzić złota, srebra czy miedzi. Nie należy również zabezpieczać się na drogę, gromadząc to, co może się okazać przydatne. Słuchacze słowa Bożego sami zatroszczą się o jego głosicieli. Właśnie codzienne utrzymanie winno wystarczyć jako zapłata za trud apostolski. Wezwanie to jednak jest jednocześnie sprawdzianem zaufania złożonego w Bogu. Uczniowie powinni ufać, że sam Bóg zatroszczy się o nich, gdy będą rozpowszechniać Jego orędzie.
Polub stronę na Facebook

