V Niedziela w ciągu roku A

Świadkowie, nie nauczyciele

„Człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków aniżeli nauczycieli; a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami” – pisał Paweł VI w encyklice Evangelii nuntiandi (41). Na te słowa niejednokrotnie powoływali się Jan Paweł II i papież Franciszek. Dzisiejsza liturgia słowa zachęca nas do refleksji nad tematyką świadectwa, jakie składamy o naszej przynależności do Chrystusa.

Każdy, kto choć raz jechał nocą drogą z Tel Awiwu do Jerozolimy, nie zapomni nigdy otaczającego go krajobrazu. W mroku widać jedynie zarysy wzgórz. Są łagodne, piaskowego koloru. I gdy zaczyna się już wydawać, że krajobraz jest jednolity, wręcz monotonny, oto nagle zza pagórków wyłania się prawdziwa góra, wyniosła – a na nie tysiące świateł sączących się z okien domów budowanych z białego kamienia. Miasto. Jerozolima. Zapewne zauroczony takim widokiem Jezus mówił: „Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nikt nie zapala światła i nie stawia go pod korcem, lecz na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu” (Mt 5,15).

  1. Świadectwo w metaforach

Celem ukazania zadania, jakie staje przed uczniami, czyli powinności dawania świadectwa o swej wierze, Jezus sięga po kilka alegorii. Mówi o soli, o świetle i o mieście.

W Palestynie obowiązywał podatek płacony za wydobywanie soli z wód Morza Martwego. Sól była także nieodzownym składnikiem ofiar składanych w świątyni jerozolimskiej. Według autora Księgi Liczb wspólne spożywanie soli oznacza zawarcie przymierza (Lb 18,19). Stąd w języku polskim powiedzenie: „zjeść z kimś beczkę soli”.

Drugi symbol, którym posługuje się Jezus, to światło: „Wy jesteście światłem świata” (Mt 5,14). Jezus akcentuje zadanie światła: istnieje po to, by czynić widocznym to, co oświetla, by wskazywać drogę i być punktem orientacyjnym. Psalmista modlił się: „Twoje słowo, Panie, jest pochodnią dla stóp moich i światłem na mojej ścieżce” (Ps 119,105). Jak słowo Boga wskazuje drogę, tak chrześcijanin może stać się drogowskazem dla tych, którzy postawieni są na jego drodze.

Trzeci obraz, który przywołuje Jezus w swej wypowiedzi, to miasto położone na górze. Jak Jerozolima jest wybranym miastem Pana, tak chrześcijanin jest wybrany przez Boga; jak Jerozolima ma świecić na górze swym światłem, tak uczniowie Jezusa winni świecić przykładem dobrych czynów; jak Jerozolima przyciąga tłumy obecnością Boga, tak wierzący w Chrystusa prowadzić winni innych ku Bogu; jak Jerozolima jest miastem świętym, tak chrześcijanin ma jaśnieć świętością.

Jezusowe obrazy soli ziemi, światła ustawionego na świeczniku i miasta położonego na górze mają stać się zachętą do dawania świadectwa.

2. Świadectwo w codziennym życiu

Świadectwo o Chrystusie winno być składane przez nasze czyny. O jakie czyny chodzi? Choćby o takie, o jakich wspomina I czytanie: „Dziel swój chleb z głodnym, wprowadź w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziej i nie odwracaj się od współziomków” (Iz 58,7). I znowu wzorem jest dla nas sam Chrystus. To On uzdrawiał chorych, to On pochylał się nad cierpiącymi, to On uwalniał od złych duchów. On karmił głodnych, pocieszał dobrym słowem, zapewniał o Bożej miłości. To On przebaczał i wzywał do przebaczenia. Jesteśmy światłem o tyle, o ile naśladujemy Chrystusa. Tak jak księżyc nie jest źródłem światła sam z siebie, lecz odbija światło słońca, tak chrześcijanin jest skuteczny w działaniu o tyle, o ile odbija czyny Chrystusa, światłości świata.

3. Świadectwo w przepowiadaniu

Gdy Paweł przybył do Koryntu, założył tam pierwszą gminę chrześcijańską. Kilka lat później zapewniał jej członków: „stanąłem przed wami w słabości i w bojaźni, i z wielkim drżeniem. A mowa moja i moje głoszenie nauki nie miały nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz były ukazywaniem ducha i mocy” (1Kor 2,3-4). Być świadkiem oznacza być pokornym. Chrystus wzywa nas do czynienia dobra, nie aby poprawić nasze samopoczucie. Chrystus wzywa nas do czynienia dobra, nie aby nas ludzie chwalili. Chrystus wzywa nas do czynienia dobra, nie abyśmy poczuli się lepsi. Chrystus wzywa nas do czynienia dobra, aby pomóc potrzebującym. Jedynym słusznym motywem czynienia dobra jest miłość.

4. Moje świadectwo

Składaniem świadectwa o wierze rządzi pewna zasada, która nie ma wiele wspólnego z prawami ekonomii. W ekonomii, jeśli jakieś dobro przekazuje się dalej, ubywa go dawcy. Z wiarą jest odwrotnie. Jeśli ktoś dzieli się nią z innymi, wiara nie tylko rośnie w sercu słuchacza, ale także we wnętrzu tego, kto składa świadectwo. Dawanie świadectwa przynosi więc podwójny wzrost wiary: w odbiorcy i w samym świadku. Świadectwo jednak winno być składane nie tylko słowem, ale także i życiem. To drugie jest często bardziej przemawiające, gdyż są nim czyny wypływające z wiary.

„Świadkowie, nie nauczyciele”, Biblioteka Kaznodziejska 1 (2026) 126-129.

***

Światłość i sól

Każdy, kto choć raz jechał nocą drogą z Tel Awivu do Jerozolimy, nie zapomni nigdy otaczającego go krajobrazu. W mroku widać jedynie zarysy wzgórz. Są łagodne, piaskowego koloru. I gdy zaczyna się już wydawać, że krajobraz jest jednolity, wręcz monotonny, oto nagle zza pagórków wyłania się prawdziwa góra, wyniosła – a na nie tysiące świateł sączących się z okien domów budowanych z białego kamienia. Miasto. Jerozolima. Zapewne zauroczony takim widokiem Jezus mówił: „Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nikt nie zapala światła i nie stawia go pod korcem, lecz na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu”.

W czasach Jezusa widok był zapewne jeszcze bardziej zachwycający, bo światła miasta płonęły żywym ogniem pochodni. W takim kontekście padają dziś słowa Jezusa: „Wy jesteście światem świata”. Jak właściwie odczytać znaczenie tych słów? Co dziś oznacza „być światłem świata”?

  1. Poznanie nauki Chrystusa

Być światłem świata to najpierw poznać naukę Chrystusa, który mówił o sobie: „Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia”. Chrystus, wypowiadając te słowa, oznajmia, że jest przewodnikiem. Światło bowiem rozjaśnia i wskazuje drogę. Światło dodaje nadziei, uspokaja. Dlatego symbolika światła powraca bardzo często w naszym życiu. Niemal wszystkie pielgrzymki udające się na górę Synaj do Egiptu tak układają swój program, aby jeszcze nocą rozpocząć wędrówkę na górę. Gdy zbliżają się do szczytu, olśniewający blask wschodzącego słońca pozwala jakby bliżej odczuć obecność Boga. Któż z nas nie zachwycał się zachodem słońca tonącego w topielach morza? Malarskim mistrzem w grze światłem jest Michelangelo Merisi zwany Caravaggio. Ten włoski artysta na przełomie XVI i XVII w. tak operuje światłem i cieniem w swoich pracach, że doskonale uwypukla najważniejszą część malowidła. „Ja jestem światłością świata”, mówi Chrystus, „kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności”. Kto idzie za Chrystusem, kto słucha Jego nauki, nie zbłądzi. Aby stać się światłem świata, trzeba najpierw poznać naukę Chrystusa.

  1. Służba innym

Być światłem to czynić dobro: „Tak niech świeci światło wasze przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre czyny”. Dobre czyny to służba innym. O jakie czyny chodzi? Choćby o takie, o jakich wspomina I czytanie: „Dziel swój chleb z głodnym, wprowadź w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziej i nie odwracaj się od współziomków”. I znowu wzorem jest dla nas sam Chrystus. To On uzdrawiał chorych, to On pochylał się nad cierpiącymi, to On uwalniał od złych duchów. On karmił głodnych, pocieszał dobrym słowem, zapewniał o Bożej miłości. To On przebaczał i wzywał do przebaczenia. Jesteśmy światłem o tyle, o ile naśladujemy Chrystusa. Tak jak księżyc nie jest źródłem światła sam z siebie, lecz odbija światło słońca, tak chrześcijanin jest skuteczny w działaniu o tyle, o ile odbija czyny Chrystusa, światłości świata.

Przykładem takiego naśladowania Chrystusa stał się w ostatnich miesiącach amerykański kapłan, ojciec Judge. Znajdował się w pobliżu, gdy zawaliła się pierwsza wieża Centrum Handlowego. Pobiegł, by ratować innych i rozgrzeszać, ale zginął pod gruzami drugiej wieży. „Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre czyny i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie”. Być światłem to służyć potrzebującym swymi dobrymi czynami.

  1. Pokora

Być światłem oznacza także być pokornym. Uczył Jezus, że za dobre czyny ludzie mają chwalić nie nas, lecz Boga. Bo ostatecznie to On jest źródłem wszelkiego dobra. Leonard Bernstein, kompozytor, zapytany kiedyś w wywiadzie, na jakim instrumencie najtrudniej jest grać w orkiestrze symfonicznej, odpowiedział: „Drugie skrzypce. Wszyscy chcieliby grać pierwsze, bo wtedy jest się w centrum uwagi, a niewielu jest takich, którzy łatwo godzą się grać drugie skrzypce”. Dlatego dobro czynione z egoistycznych pobudek traci na wartości. Chrystus wzywa nas do czynienia dobra, nie aby poprawić nasze samopoczucie. Chrystus wzywa nas do czynienia dobra, nie aby nas ludzie chwalili. Chrystus wzywa nas do czynienia dobra, nie abyśmy poczuli się lepsi. Chrystus wzywa nas do czynienia dobra, aby pomóc potrzebującym. Jedynym słusznym motywem czynienia dobra jest miłość.

W dzisiejszej ewangelii Jezus mówi: „Wy jesteście światłością świata”. Mamy stać się światłem. Możemy to uczynić przez poznanie nauki Chrystusa, przez służbę innym i przez pokorę. Chrześcijanin to nie człowiek, który ciągle chodzi pochylony z posępną miną. „Wy jesteście światłem świata”. Chrześcijanin to nie człowiek, który kryje się po kątach ze swoją wiarą. „Nie może się ukryć miasto położone na górze”. Chrześcijanin to nie człowiek, któremu świat stawia warunki, ale on stawia warunki światu. „Wy jesteście solą ziemi”. Pięknym komentarzem do tych ewangelijnych zdań mogą być słowa ks. J. Popiełuszki: „Musicie mieć w sobie coś z orłów. Serce orle i wzrok orli. Musicie ducha hartować i wznosić się wysoko, aby móc jak orły przelatywać ponad wszystkim innym ptactwem. Pamiętajcie, ołrły to wolne ptaki, bo szybują na niebie wysoko, a nie pełzają po ziemi nisko”.

***

Dusza i sól

Żyjący w I wieku żydowski historyk Józef Flawiusz w swoim dziele Starożytności żydowskie bardzo plastycznie opowiada scenę dodawania soli do ofiar składanych na ołtarzu całopalenia w świątyni jerozolimskiej. Niektórzy rabini twierdzili nawet, że ofiara składana bez kapłana lub bez dodania do niej soli jest nieważna. Zwyczaj solenia ofiar wynika wprost z Pięcioksięgu. W tej perspektywie wymownie brzmią słowa Jezusa: „Wy jesteście solą ziemi, lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi” (Mt 5,13).

Jeśli sól jest nieodłącznym składnikiem ofiary, a chrześcijanie są solą ziemi – to znaczy, że uczestniczą w jednej jedynej ofierze Chrystusa. Tej złożonej na krzyżu i uobecnianej w każdej Eucharystii. Egzegeci na Zachodzie przez wieki kruszyli kopię, zastanawiając się, co oznacza Jezusowa metafora. Tymczasem na Bliskim Wschodzie nikt niemal nie ma wątpliwości, co oznacza sformułowanie „sól ziemi”. Do dziś wiele arabskich plemion tak właśnie nazywa nawóz, który użyźnia glebę i sprawia, że wydaje obfite plony.

Zakotwiczeni wiarą w ofierze eucharystycznej, chrześcijanie stają się solą ziemi, czyli źródłem przemiany środowisk, w których żyją. Choć na zewnątrz nieraz wydaje się, że niczym nie różnią się od świata. W II w. po Chr. anonimowy chrześcijanin wyjaśniał tę kwestię w liście do swego przyjaciela Diogneta: „Chrześcijanie nie różnią się od innych ludzi ani miejscem zamieszkania, ani językiem, ani strojem. Nie mają bowiem własnych miast, nie posługują się jakimś niezwykłym dialektem, ich sposób życia nie odznacza się niczym szczególnym […] Jednym słowem: czym jest dusza w ciele, tym są chrześcijanie w świecie”.

Jezus, Wieliczka i Matka Teresa

Na brzegach Morza Martwego w sezonie letnim zaobserwować można ciekawe zjawisko. W wyniku parowania wody na kamieniach wychylających swe głowy ponad powierzchnią pozostaje biały osad. Starożytni sądzili, że to sól, która utraciła swój smak. Tymczasem współczesne badania dowodzą, że substancją tą jest swoista odmiana gipsu. Czy właśnie ten fenomen miał na myśli Jezus, gdy mówił: „Wy jesteście solą ziemi, lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi” (Mt 5,13)?

Podobno już na trzy i pół tysiąca lat przed Chrystusem w okolicach Wieliczki pojawiła się pierwsza warzelnia produkująca sól z solanek powierzchniowych. Proces jej uzyskiwania polegał na zwykłym odparowywaniu wody. Już wtedy ludzie doskonale zdawali sobie sprawę, że sól służy do konserwacji pokarmów i garbowania skór. Z biegiem czasu odkrywano także inne jej zalety. Służyła do oczyszczania. W tajemniczy sposób Eliasz posłużył się solą do oczyszczenia wody niezdatnej do picia. Za czasów świątyni jerozolimskiej sól dodawano do każdej ze składanych ofiar. Rabini na kartach Talmudu uznali ją za symbol mądrości.

Każda z funkcji soli dokłada kolejny kamyk do mozaiki, która interpretuje wspomnianą wypowiedź Jezusa. Skoro sól służy do oczyszczania, chrześcijanie winni oczyszczać świat ze zła. Skoro sól służy do konserwacji, słuchacze Jezusa winni czynić świat zdrowym moralnie. Skoro sól dodawana była do ofiar świątynnych, członkowie Kościoła winni odznaczać się duchem ofiary. Skoro sól jest symbolem mądrości, wierzący w Chrystusa winni kierować się Bożą mądrością. Skoro sól jest niezbędnym składnikiem niektórych potraw, uczniowie Nauczyciela z Nazaretu mają niezastąpione zadanie do wykonania. Jeśli go nie spełnią, nadają się tylko na … podeptanie. A jeśli spełnią – czasem mogą liczyć na to samo. Matka Teresa mawiała: „Daj światu najlepszą cząstkę siebie, a może zostaniesz za to zdeptany. Ale to nieważne. Dawaj zawsze najlepszą cząstkę siebie”.

Jasność

Jezus mówił: „Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5,14-16).

Prawodawstwo współczesnego Izraela zakazuje w centrum Jerozolimy budować z innego materiału niż biały kamień. Właśnie dlatego, że od starożytnych czasów miasto przyciągało pielgrzymów swym światłem. Gdy stała tu świątynia, biel jej murów widoczna była z daleka.

Jak Jerozolima jest wybranym miastem Pana, tak chrześcijanin jest wybrany przez Boga. Jak Jerozolima ma świecić na górze swym światłem, tak uczniowie Jezusa winni świecić przykładem dobrych czynów. Jak Jerozolima przyciągała tłumy obecnością Boga, tak wierzący w Chrystusa prowadzić winni innych ku Bogu. I wreszcie jak Jerozolima jest biblijnym miastem świętym, tak chrześcijanin ma jaśnieć świętością. Bo choć świątynia zniknęła z powierzchni ziemi w 70 roku, to dziś – w myśl słów św. Pawła – nasze ciała są świątyniami Ducha Świętego.

Dopóki w drodze 

To był luty 2015 roku. W Dublinie odbywała się Międzynarodowa Konferencja poświęcona Miłosierdziu Bożemu. Jedną z mówczyń była s. Briege McKenna, irlandzka klaryska. Przytoczyła świadectwo, które bardzo mnie poruszyło. Pracujący w Bostonie ksiądz Jim otrzymał telefon: „Twój kuzyn umiera w szpitalu w San Francisco. Chciałby cię zobaczyć”. Jim wsiadł do samolotu i następnego dnia był na miejscu. Przy wejściu do szpitala spostrzegła go pewna zakonnica. „Bóg mi cię zesłał, ojcze!” – powiedziała. I zaczęła go błagać: „Na czwartym piętrze leży pacjent, który za chwilę umrze. Błagam, przyjdź i porozmawiaj z nim. Nie przejmuj się, jeśli będzie cię przeklinał i wyzywał. Kapelan szpitala nie dał z nim rady. Przyszło kilku innych kapłanów. Każdy został zwyzywany, był przeklinany i wyrzucony wulgarnymi słowami. Ty się nie poddawaj, proszę”.

Ksiądz Jim poszedł za zakonnicą. Chory był w przerażającym stanie. Biały, wychudzony, niemal bez życia. Ostatkiem sił zaczął bluźnić. „Bóg cię kocha” – powiedział kapłan. „On mnie nienawidzi” – usłyszał w odpowiedzi. „On za ciebie umarł” – kontynuował ksiądz”. „Nawet nie wiesz kim jestem – rzekł pacjent – Prawie całe życie spędziłem we więzieniu. Zabijałem ludzi. Całe życie byłem uzależniony od alkoholu i narkotyków”. „Bóg ci przebacza” – ciągnął kapłan. I wtedy nastąpił wybuch: „Bóg mi przebacza? Nawet nie wiesz, co mówisz, klecho! Zabiłem pięć osób! Byłem dróżnikiem. Odurzony alkoholem zasnąłem. Nie zamknąłem przejazdu. Pociąg wjechał w samochód”. „Czy to było w 1976 roku?” – zapytał ksiądz Jim. Pacjent wzdrygnął się na chwilę. '”Skąd wiesz?” – spojrzał na księdza. Nastąpiła chwila ciszy. „To była moja mama, mój tato i trójka mojego rodzeństwa… To nie chciałeś nikogo zabić. Po prostu byłeś odurzony. Ja ci przebaczam. I Jezus ci przebacza” – odpowiedział ksiądz Jim. A potem rozegrał się najpiękniejszy cud pojednania. Chory zmarł następnego dnia.

„Wy jesteście światłem świata” (Mt 5,14) – mówił Jezus. Ksiądz Jim okazał się światłem, które rozjaśniło umierającemu drogę ku niebu.

Błoga poświata księżyca

„Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata” (J 9,5) – wyjaśniał Jezus uczniom. Dziś Jezus nie jest już na świecie w taki sam sposób, jak przy uzdrowieniu niewidomego. Na świecie są za to wciąż Jego uczniowie, którym również nadał miano „światłości świata” (Mt 5,14). Księżyc nie świeci własnym światłem, lecz odbija światło słońca. Chrześcijanin nie promienieje własnym blaskiem, lecz odbija światło Chrystusa, „z wysoka Wschodzącego Słońca” (Łk 1,78). Co znaczy dziś być światłem świata? Warto pochylić się nad biblijną symboliką światłości. Światło to najpierw dobre, prawe życie, pełne szlachetnych czynów. Jezus tłumaczył Nikodemowi, że ludzie bardziej umiłowali ciemność, bo złe były ich uczynki, a jedynie ten, kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła. Światłem jest także słowo Boga. Pełen zachwytu nad nim psalmista wyznaje: „Twoje słowo, Panie, jest pochodnią dla stóp moich i światłem na mojej ścieżce” (Ps 119,105). Światłem jest wreszcie sam Chrystus, jak wyjaśniał to zdumionym uczniom przed przywróceniem wzroku człowiekowi niewidomemu od urodzenia. Karty Biblii odsłaniają nam więc potrójne znaczenie symbolu: światło to szlachetne czyny, słowo Boga i sam Chrystus. Być światłem świata to nic innego, jak wypełnić swoje życie szlachetnymi czynami, wypływającymi ze słowa Bożego na wzór samego Chrystusa.

Rozmawiają dr Anna Rambiert-Kwaśniewska i ks. prof. Mariusz Rosik

Polub stronę na Facebook