Podróże

UKRYTE SKARBY HASZYMIDZKIEGO KRÓLESTWA JORDANII

wszystkie fot. M. Rosik

Historia Nabatejczyków, dawnych mieszkańców dzisiejszej Jordanii, spowita jest nimbem tajemnicy. Niewiele wiemy o ludzie, który przez sześć wieków był niezaprzeczalną potęgą starożytnego Bliskiego Wschodu. Słynęli z handlu. Przypuszczalnie nie mieli własnej religii, lecz ulegali wpływom ludów ościennych. Ich najwyższym bóstwem był Duszara, utożsamiany z greckim Dionizosem. Jego symbolem miał być prostopadłościenny kamień, usytuowany w Petrze. Czyżby muzułmańska Kaaba jemu zawdzięczała swe pochodzenie? Zbyt wiele przypuszczeń, zbyt mało pewników.

Geraza, Gergeza czy Gadara?

Na granicy izraelsko-jordańskiej, którą przekraczam na wysokości Bet Szean, czeka już ambasador Polski w Haszymidzkim Królestwie Jordanii, pan Andrzej. Po powitaniach i zapakowaniu plecaka do bagażnika, wyruszamy od razu do Pelli. Miejscowość nie jest bardzo oddalona od granicy; wystarcza kilkanaście minut, by przenieść się na wspaniały punkt widokowy, z którego jak na dłoni oglądać można Dolinę Jordanu, a za nią, nieco spowite mgłą Jezioro Galilejskie, subtelnie rozłożony na wyżynach Nazaret i dumnie wypiętrzający swe czoło Tabor. Wybudowany w Pelli kościół, przed którego ruinami za chwile staniemy, jest tak usytuowany, aby można było dostrzec biblijne miejsca, które były świadkami działalności Jezusa.

Jadąc, umilamy sobie drogę rozmowa. Pan Andrzej juz po raz trzeci jest na placówce dyplomatycznej w kraju Nabatejczykow. Przebywał także w Libanie, Egipcie, Turcji, Iraku. Z rozrzewnieniem, niemal nostalgią, wspomina lata studiów z arabistyki w Krakowie.

Niewielki samochód zatrzymuje się przed wąską ścieżką prowadzącą w kierunku wykopalisk. Wysiadamy. Gdy podejmujemy spacer, słońce łaskawie wysuwa się zza chmur i uśmiecha do zielonych wzgórz. Od razu widać, że silne piętno na kształcie miasta wywarli Rzymianie. Ich zwalone kolumny niczym pokonani mocarze ścielą się do nóg. Okres rzymski musiał być dla Pelli czasem świetności. To właśnie tu skierowali swe kroki pierwsi chrześcijanie, gdy w Jerozolimie Tytus stanął ze swoim garnizonem.

Bóg okazał się łaskawy w Pelli dla chrześcijan, jak kiedyś okazał się łaskawy dla Jakuba, z którym zmagał się przez całą noc. Tradycja głosi, że Penuel, miasto o tajemniczej nazwie Oblicze Boga, to właśnie późniejsza Pella. Na tarasie widokowym wysoko położonej kawiarni przysiada się do nas właściciel. Tłumaczy, że Duńczycy nie powinni rysować w gazetach karykatur Mahometa, że reakcja arabska na to zdarzenie wcale nie była przesadzona, że w takim wypadku dopuszczalne jest nawet podpalenie ambasady, że Żydzi niesłusznie chcieliby zagarnąć islamskie wzgórze z meczetem Omara, i że wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Boga, powinniśmy się więc miłować, ale to chrześcijanie są winni, że zabytki w Pelli niszczeją, bo to przecież ich dziedzictwo i nic nie szkodzi, że jest teraz w rękach muzułmańskich. I cóż tu dodać?

W chwilę później docieramy do biblijnej Gadary, miejsca, w którym Mateusz sytuuje wypędzenie legionu złych duchów z opętanego człowieka, który mieszkał w grobach. Uchodząc, demony potopiły nie lada trzodę niewprawnych w pływaniu świń. Ewangelista rozpoczyna swoje opowiadanie od pojawienia się Jezusa na terenach Dekapolu: „Gdy przybył na drugi brzeg do kraju Gadareńczyków, wybiegli Mu naprzeciw dwaj opętani, którzy wyszli z grobów, bardzo dzicy, tak że nikt nie mógł przejść tą drogą” (Mt 8,28).

To pogańskie terytorium przeżyło swój rozkwit również za czasów imperium rzymskiego. Długie cardo, ulica otoczona kolumnami, wyznacza centrum życia dawnego miasta. Po obu stronach cardo budowano sklepy, jadłodajnie, łaźnie. Były także świątynie. Dokumenty poświadczają, że w soborach nicejskim, efeskim i chalcedońskim brali udział biskupi Gadary. Świadczy to o ogromnym znaczeniu ośrodka w ówczesnym Kościele. Skupiał on w sobie życie kulturalne przyległych krain. Tu działał słynny rzymski retor Teodorus. Tu ściągali filozofowie.

Natomiast swoją wielkością zaskakuje Geraza. Docieramy tam po około pół godziny jazdy. Pogoda jest nam nieprzychylna. Gdy wchodzimy w ruiny, zaczyna lać już na dobre. Widziałem dotychczas wielkie miasta antycznej Grecji i rozlegle wykopaliska w Italii; zwiedzałem ośrodki starożytne na terenach Turcji i chodziłem po tellach Izraela, ale chyba nigdzie pozostałości okresu rzymskiego nie są tak olbrzymie i tak dobrze zachowane, jak właśnie tu, w Gerazie. Nowy Testament tylko raz wspomina to miasto, przy okazji wspomnianego „cudu ze świniami”. Wzmiankuje ją Marek. I właśnie tu pojawia się pewna niejasność w zestawieniu z relacją Mateusza. Marek opisuje to samo wydarzenie, sytuuje je jednak nieco inaczej: „Przybyli na drugą stronę jeziora do kraju Gerazeńczyków. Ledwie wysiadł z łodzi, zaraz wybiegł Mu naprzeciw z grobów człowiek opętany przez ducha nieczystego” (Mk 5,1-2). Wizja lokalna nakazuje jednak rację przyznać Mateuszowi i to przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, jako Żyd pisał swą ewangelię do współrodaków, którzy doskonale znali tamtejsze tereny, musiał więc odznaczać się wyjątkową dbałością o poprawność geograficzną. Po drugie zaś Gadara rzeczywiście leży nad samym Jeziorem Galilejskim, stąd biedne zwierzęta miały ułatwione zadania, aby dotrzeć do wody. Gdyby przyjąć wersję Marka, należałoby wyznaczyć im trasę około 60 kilometrów! Marek jednak nie musiał zbytnio dbać o szczegóły geograficzne, pisał bowiem swe dzieło do mieszkańców Rzymu, którzy niewielkie mieli pojęcie o topografii wschodniej prowincji.

Tymczasem w Gerazie,w tym drugim co do wielkości mieście Jordanii, zaliczającym się niegdyś do słynnej dziesiątki Dekapolu, do dziś zachwyca olbrzymi hipodrom i dwa teatry, monumentalna świątynia Artemidy i dwukilometrowe cardo, łaźnie publiczne i zespół fontann.

Amman

Dojeżdżając do Ammanu próbuję przypomnieć sobie biblijne wydarzenia związane z tym miejscem. Przychodzą mi na myśl trzy opowieści. Pierwsza dotyczy okresu sędziów. Gdy Izrael formował dopiero swą państwowość, wśród Ammonitów była ona juz silna. Militarna ekspansja Rabba (tak nazywał się dzisiejszy Amman) doprowadziła do wojny z Izraelitami. Właśnie wtedy Jefte złożył nierozważny ślub, iż jeśli wygra bitwę, przedstawi Bogu w ofierze pierwsze stworzenie, które wyjdzie mu naprzeciw podczas tryumfalnego powrotu. Stworzeniem okazała się nim jego własna córka. Autor Księgi Sędziów bardzo sugestywnie opisuje całe wydarzenie:

Gdy potem wracał Jefte do Mispa, do swego domu, oto córka jego wyszła na spotkanie, tańcząc przy dźwiękach bębenków, a było to dziecko jedyne; nie miał bowiem prócz niej ani syna, ani córki. Ujrzawszy ją rozdarł swe szaty mówiąc: «Ach, córko moja! Wielki ból mi sprawiasz! Tyś też wśród tych, co mnie martwią! Oto bowiem nierozważnie złożyłem Panu ślub, którego nie będę mógł odmienić!» Odpowiedziała mu ona: «Ojcze mój! Skoro ślubowałeś Panu, uczyń ze mną zgodnie z tym, co wyrzekłeś własnymi ustami, skoro Pan pozwolił ci dokonać pomsty na twoich wrogach, Ammonitach!» Nadto rzekła do swego ojca: «Pozwól mi uczynić tylko to jedno: puść mnie na dwa miesiące, a ja udam się na góry z towarzyszkami moimi, aby opłakać moje dziewictwo». «Idź!» – rzekł do niej. I pozwolił jej oddalić się na dwa miesiące. Poszła więc ona i towarzyszki jej i na górach opłakiwała swoje dziewictwo. Minęły dwa miesiące i wróciła do swego ojca, który wypełnił na niej swój ślub i tak nie poznała pożycia z mężem (Sdz 11,34-39).

Dwie kolejne biblijne wzmianki o dzisiejszym Ammanie łączą się z postacią Dawida. Gdy po śmierci króla Rabba Dawid wysłał poselstwo z kondolencjami do syna władcy, ten zrozumiał je opatrznie i rozpoczął działania wojenne. Do wojny doszło de facto z powodu złych doradców króla Amonitów, którzy nie uwierzyli w szczerość poselstwa Dawida. Tłumaczyli swemu władcy: „Może sądzisz, że Dawid przez cześć dla twojego ojca przysłał do ciebie pocieszycieli? A może raczej Dawid wysłał sługi swoje do ciebie po to, aby miasto dokładnie poznać i aby je potem zburzyć?” (2Sm 10,3). Trzecia wreszcie wzmianka o dzisiejszej stolicy Jordanii mówi o tym, że gdy Dawid dopuszczał się grzechu z Batszebą, jej mąż, Uriasz, walczył właśnie pod Rabba. Próba sprowadzenia go do rodzinnego domu  nie powiodła się. Przyjechał do Jerozolimy, lecz nie wstąpił do domu. Dawid nie mógł więc utrzymywać, że dziecko Batszeby pochodzi z prawowitego łoża i właśnie dlatego postanowił zabić żołnierza. Postępek króla został surowo ukarany, a Pan skierował do niego pełne wyrzutu sowa przez proroka Natana: „Czemu zlekceważyłeś słowo Pana, popełniając to, co złe w Jego oczach?” (2Sm 12,9).

Później na kartach Biblii nie słychać o  mieście. Następna wzmianka pochodzi z czasów o niemal jedenaście wieków późniejszych. Za czasów rzymskich Rabba przestaje istnieć. Nazwa zostaje zmieniona na Filadelfia. Czyż nie do kościoła w Filadelfii adresowany jest jeden z siedmiu listów Apokalipsy? Jezus składa w nim obietnicę nagrody za wytrwałość w wierze wśród prześladowań: „Skoro zachowałeś nakaz mojej wytrwałości i Ja cię zachowam od próby, która ma nadejść na cały obszar zamieszkany, by wypróbować mieszkańców ziemi. Przyjdę niebawem: Trzymaj, co masz, by nikt twego wieńca nie zabrał! Zwycięzcę uczynię filarem w świątyni Boga mojego” (Ap 3,10-12).

Góra z widokiem na Ziemią Obiecaną

Następnego dnia rankiem wyruszamy z Ammanu na południe. Mamy ambitny plan: Madaba, Nebo, miejsce wystąpienia Jana Chrzciciela i chrztu Jezusa, Sodoma i Gomora oraz Macheront. Program jest dość obfity, jak na krótkie lutowe dni. W Madabie jesteśmy dość szybko, po około 40 minutach. Tym, co przyciąga cały chrześcijański, żydowski i muzułmański świat jest starożytna mozaika z mapą Jerozolimy i okolicznych miast. W kościele św. Jerzego zajmowała podobno 25 metrów długości i 15 szerokości, a do jej ułożenia zużyto 2 miliony kamyków. Jerozolima widoczna jest bardzo dobrze. Łatwo odnaleźć wzgórze świątynne i inne znane miejsca. Również nazwy otaczające miasto są znajome. Dziś Madaba słynie z mozaik. Założono tu specjalistyczne szkoły, a przemysł działa z nastawieniem na turystów. Kolorowe ulice, ich gwar i grające na szybach słońce sprawia, że miasto wydaje się bardzo żywe. Musimy jednak je opuścić, zmierzając na górę Nebo, górę, z której ziemię obiecaną ujrzał Mojżesz. Z góry widok jest zachwycający: leniwie płynący Jordan, w oddali Morze Martwe, poza rzeką Jerycho-miasto palm, a w oddali jasne wzgórza Jerozolimy. W takim miejscu nie sposób nie doznać zachwytu i nie poczuć wolności. Staram się przedłużyć chwile upojenia fascynującym widokiem, ale już wkrótce rozpoczynamy Mszę świętą. Odprawiamy po włosku, gdyż w malutkiej, niezwykle przytulnej kaplicy nie ma mszału polskiego. Jakże potężnie brzmią w tym miejscu słowa Mojżesza,  który z góry Nebo przemawiał: „Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami, pełniąc Jego polecenia, prawa i nakazy, abyś żył i mnożył się, a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił w kraju, który idziesz posiąść. Ale jeśli swe serce odwrócisz, nie usłuchasz, zbłądzisz i będziesz oddawał pokłon obcym bogom, służąc im – oświadczam wam dzisiaj, że na pewno zginiecie, niedługo zabawicie na ziemi, którą idziecie posiąść, po przejściu Jordanu. Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładąc przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo.” (Pwt 30, 15-19).

Na szczycie smaganym wiatrem postawiono żelazny krzyż, na którym zawieszono wizerunek węża. Przypomina on ten moment wędrówki Izraelitów przez pustynię, gdy zaczęły ich kąsać węże. Wówczas Mojżesz, z polecenia Bożego, umieścił węża na wysokim palu, a każdy ukąszony, który nań spojrzał, zostawał przy życiu. Jeszcze bardziej wymowny jest związek tego krzyża z wypowiedzią Jezusa zanotowaną przez Jana: „A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,14-16).

Stróże kościoła okazują się niezwykle gościnni. Zapraszają na przesłodzoną – arabskim zwyczajem – kawę i miłą pogawędkę. Okazuje się, że jeszcze zupełnie niedawno proboszczem na Nebo był franciszkanin z Wrocławia! Il mondo è piccolo – mówią Włosi.

Z Nebo czas wyruszać na miejsce chrztu Jezusa. Dotychczas znałem tylko to w Izraelu, teraz jednak coraz bardziej jestem przekonany do argumentów Jordańczyków. Tuż nad Jordanem, który tu przybiera właściwie postać strumienia, odnaleziono pozostałości trzech świątyń, które budowano jedna na drugiej. Oznacza to, że juz w trzecim wieku uznano to miejsce ze niezwykle istotne dla chrześcijan, a jeśli dołączyć do tego wzmiankę pielgrzymów, że na miejscu chrztu Jezusa postawiono kościół, wszystkie klocki zaczynają układać się w całość. Do tych argumentów można dorzucić i ten, że właśnie z tego miejsca został wzięty do nieba Eliasz, a przecież Jan Chrzciciel był kontynuatorem jego misji. To on działał w „duchu i mocy Eliasza”. Wypadało więc, by nowy Eliasz pojawił się w miejscu, gdzie po raz ostatni ukazał się dawny. O wszystkim tym słucham dołączając do grupy amerykańskich pielgrzymów.

 

Polub stronę na Facebook

Share: