Łzy szczęścia i grozy
Wielu z nas w Uroczystość Objawienia Pańskiego wciąż praktykuje piękny zwyczaj wypisywania kredą na odrzwiach domostw liter K + M + B, z dodaniem roku. Wiemy, że to wspomnienie tradycyjnych (nie biblijnych) imion mędrców, którzy przybyli ze Wschodu, by oddać cześć nowonarodzonemu Jezusowi. W ostatnich latach jednak coraz więcej katolików wypisuje na drzwiach inne litery: J + M + J. To skrót od pierwszych imion Świętej Rodziny: Jezus, Maryja i Józef.
Grota w Betlejem – łzy szczęścia i grozy
Pewnej nocy pod rozgwieżdżonym niebem w Betlejem w górach Judy rozegrała się ta niezwykła w swej prostocie scena, która zmieniła bieg historii świata. Bóg uśmiechnął się do człowieka i otworzył niebo. Jezus narodził się wśród nas. Ciepło matczynych dłoni pokonało chłód skalnej groty. A później wszystko potoczyło się już szybko: śpiewy aniołów, pokłon pasterzy, jasna łuna na niebie i dary wędrujących ze Wschodu mędrców. Bóg zamieszkał wśród ludzi. W oczach Maryi i Józefa pojawiły się łzy szczęścia.
Dziś pielgrzymi w Grocie Narodzenia z pobożnością klękają, by dotknąć skały, na której Maryja położyła Nowonarodzonego. W Grocie Mlecznej młodzi małżonkowie modlą się o potomstwo. Na Polu Pasterzy natomiast śpiewają kolędy nawet w środku lata.
Ewangelista przekonuje, że bardzo szybko po narodzinach Jezusa oczy Maryi i Józefa wypełniły inne łzy – łzy grozy. Herod wpisał się w karty historii czarnymi zgłoskami. Rządy sprawował z surowością, niejednokrotnie uciekając się do przemocy. Był bardzo pomysłowy w przyprawianiu o śmierć swoich wrogów, tak rzeczywistych, jak urojonych. Taki obraz władcy przekazuje nam historia. Choć więc nie ma bezpośrednich pozabiblijnych dowodów na rzeź niewiniątek, wydarzenie to należy uznać za prawdopodobne. Chorobliwie zazdrosny o każdy, nawet najmniejszy przejaw władzy, każe król – według relacji ewangelisty – wydać rozkaz zgładzenia każdego chłopca w wieku do dwóch lat. Mateusz mówi wprost, że Herod motywowany był gniewem: „Herod, widząc, że mędrcy go zawiedli, wpadł w straszny gniew” (Mt 2,16). Postawa króla jest przez Mateusza jednoznacznie przeciwstawiona postawie Maryi i Józefa. Ci ostatni czynią wszystko, by chronić Nowonarodzonego. Bo to wydaje się naturalne w każdej rodzinie: rodzice zrobią, co w ich mocy, by zapewnić szczęście swoim dzieciom.
Dom w Nazarecie – życie codzienne
Po powrocie z Egiptu Święta Rodzina osiedliła się w Galilei. Ewangelista zauważa o Józefie: „Przybył do miasta zwanego Nazaret i tam osiadł” (Mt 2,22) Dwa tysiące lat temu to niewielka wioska, w której zamieszkali Maryja z Józefem i gdzie dzieciństwo spędził sam Jezus. Co zostało z tamtych czasów niemal niezmienione do dnia dzisiejszego? Najpierw – piękna grota zwiastowania, która stanowiła mieszkanie Maryi. To tam Bóg przez swego posłańca prosił Ją o zgodę na urodzenie Mesjasza. Są także podziemia domu Józefa, w którym Opiekun Jezusa wybudował mykwę – basen przeznaczony do rytualnych oczyszczeń. Pielgrzymi zajrzeć mogą do studni, z której Maryja czerpała wodę. Skąd o tym wiemy? Bo archeologia dowodzi, że w tamtych czasach było to jedyne ujęcie wody we wiosce. Jest wreszcie stara synagoga, w której nauki pobierał Jezus, przygotowując się do swojej bar micwy, a z której Jego rodacy wyrzucili Go po kazaniu, jakie wygłosić odnosząc mesjańskie zapowiedzi do samego siebie.
Wędrując wąskimi uliczkami miasteczka i obserwując niezmienione ręką ludzką przez dwa tysiące lat obiekty, pielgrzymi plastycznie wyobrażają sobie, jak mogło wyglądać życie Świętej Rodziny. Życie przepełnione prostotą, pracą i modlitwą. Życie pełne trosk, ale i radości. Życie wypełnione troską o siebie nawzajem, motywowanej między innymi piękną, osobistą więzią z Bogiem.
Nasze domy – gościnne dla Świętej Rodziny
Pouczając mieszkańców Kolosów na temat życia rodzinnego, Paweł podaje proste zasady wzajemnych relacji: „obleczcie się w serdeczne współczucie, w dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby ktoś miał coś do zarzucenia drugiemu” (Kol 3,12), po czym dodaje: „na to zaś wszystko przywdziejcie miłość, która jest spoiwem doskonałości” (Kol 3,13). Paweł dopełnia nauki starożytnego mędrca Syracha, który zachęcał Izraelitów: „Kto czci ojca, zyskuje odpuszczenie grzechów, a kto szanuje matkę, jakby skarby gromadził” (Syr 3,3).
Dzisiejsze święto to nic innego, jak zachęta, by nieustannie zapraszać do naszych rodzin Świętą Rodzinę z Nazaretu, by prosić o wstawiennictwo Jezusa, Maryję i Józefa, by we wspólnej – rodzinnej – modlitwie dzielić z Nimi nasze troski i radości.
Zakończmy nasze rozważanie słowami św. Jana Pawła II, które wypowiedział w Kaliszu, w sanktuarium św. Józefa 4 czerwca 1997 roku: „Drodzy bracia i siostry, ani na chwilę nie zapominajcie o tym, jak wielką wartością jest rodzina. Dzięki sakramentalnej obecności Chrystusa, dzięki dobrowolnie złożonej przysiędze, w której małżonkowie oddają się sobie wzajemnie, rodzina jest wspólnotą świętą. Jest komunią osób zjednoczonych miłością, o której św. Paweł tak pisze: «miłość wpółweseli się z prawdą, wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma i nigdy nie ustaje» (por. 1 Kor 13, 6-8). Miłość nigdy nie ustaje. Każda rodzina może zbudować taką miłość”.
„Łzy szczęścia i grozy”, Biblioteka Kaznodziejska 6 (2025) 21-23.
***
Anielskie sny
Starożytni bogowie upodobali sobie sny jako sposób komunikowania się z ludźmi. W Mezopotamii król Gudea został wezwany przez boga Nagirsu do budowy świątyni na jego cześć. Jedna ze starożytnych modlitw babilońskich zawiera petycję: „Ześlij mi dobry sen, niech go widzę. Sen, który będę oglądał, niech będzie dobry – sen, który będę oglądał, niech będzie sprzyjający – niech bóg snów stanie u mej głowy”. Egipt słynął z wykładni snów. Gdy Tanutamonowi przyśniły mu się dwa węże, jeden z lewej, drugi z prawej strony, wykładacze uznali, że księcia czeka wspaniała przyszłość; będzie władał nie tylko Górnym Egiptem, ale i Dolnym. Ze wszystkich starożytnych ludów to jednak Grecy mieli najwięcej do powiedzenia na temat snów. Wierzyli, że są to przesłania od bogów, że przepowiadają przyszłość, są sposobem leczenia chorób, pozwalają rozmawiać z umarłymi i obserwować wydarzenia rozgrywające się w wielkiej odległości. Przez sny przemawiał także Bóg Izraela, posługując się przy tym aniołami. U Mateusza sny służą jako ostrzeżenia skierowane do Józefa. Jedno z nich głosi: „Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę, i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem, bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby je zgładzić” (Mt 2,14). Przypuszczalnie ewangelista znał starożytną legendę żydowską, według której za czasów niewoli egipskiej astrologowie ostrzegli faraona, że narodził się Mojżesz, który miał poprowadzić Izraelitów ku wyzwoleniu; ojciec Mojżesza jednak został przez boską interwencję ostrzeżony we śnie o tym, że faraon zamierza zabić wszystkich chłopców hebrajskich, i ratując się ucieczką, ocalił życie syna. O legendzie tej wspomina Flawiusz w swym dziele Dawne dzieje Izraela: „Ulitował się nad nim [Amaramem, ojcem Mojżesza] Bóg, wzruszony jego błaganiem, i ukazując mu się we śnie upomniał go, by nie tracił nadziei na poprawę losu; On bowiem pamięta o ich pobożności i nigdy nie przestanie wynagradzać za nią; przecież to z Jego łaski nieliczni przodkowie Izraelitów rozmnożyli się w plemię tak potężne”.
Stary Mojżesz na nowo narodzony
Analogia silniej przemawiała do umysłów starożytnych niż współczesnych. Sięgali po nią Grecy i Żydzi. Niemal bawili się nią chrześcijanie z kręgów aleksandryjskich i scholastycy. Posługiwali się nią jak bronią heretycy i przekupki na targu. Analogie znajdują się zarówno w tradycji biblijnej, jak i pozabiblijnej. Historia Jezusa zawiera wiele analogii do dziejów Mojżesza. Ewangelista Mateusz bardzo wyraźnie nawiązuje do nich w Ewangelii Dziecięctwa. A prezentują się imponująco. Jak niegdyś faraon zamierzał zabić Mojżesza, który ratował się ucieczką, tak Herod zamierzał zgładzić Jezusa, który musiał uchodzić do Egiptu. Jak faraon rozkazał utopić w wodach Nilu każdego nowonarodzonego chłopca Hebrajczyków, tak Herod nakazał zabić niemowlęta z Betlejem. Jak Pan nakazał Mojżeszowi powrót do Egiptu po śmierci faraona, tak anioł Pański nakazał Józefowi wracać z rodziną z Egiptu po śmierci Heroda. Stąd przecież wywodzi się Mateuszowe stwierdzenie, skradzione zresztą Ozeaszowi: „Z Egiptu wezwałem Syna mego” (Mt 2,15). Tak jasno przedstawiona przez Mateusza analogia dziejów Mojżesza i Jezusa odgrywa istotną rolę w zamyśle ewangelisty. W jego rozumieniu bowiem Jezus jest nowym Mojżeszem. Jak Mojżesz był wybranym i przygotowanym przez Boga wybawicielem Hebrajczyków z niewoli Egipcjan, tak Jezus jest Wybawicielem wszystkich, którzy w Niego wierzą, z niewoli grzechów. Jak Dekalog został przekazany narodowi wybranemu przez Mojżesza, tak nowe Prawo objawione zostanie przez Jezusa. I jak Możesz przekazał Żydom Torę zapisaną w pięciu świętych księgach, tak Jezus przekazuje Kościołowi nową Torę – Jego nauczanie zapisane w Ewangeliach.
Wierzyć w ziemi faraonów
Fizyczne ataki na wyznawców Chrystusa od lat nie są w Egipcie nowością. Nowym zjawiskiem jest natomiast jawne nawoływanie do takiej przemocy z meczetów. Dwa lata temu, w 2011 roku Egipt opuściło blisko dwieście tysięcy chrześcijan, głównie Koptów. Masowa fala emigracyjna rozpoczęła się po serii zmasowanych zamachów bombowych. Prezes założonego w 1967 roku przez pastora Richarda Wurmbranda stowarzyszenia Głos Prześladowanych Chrześcijan (Voice of the Martyrs) drżącym głosem opowiada o dziesiątkach chrześcijańskich kobiet, które są porywane, miesiącami gwałcone i odurzane narkotykami, by pod przymusem wyznały przed kamerami swą decyzję przejścia na islam. Dziś nie ma mowy, by ktokolwiek przyznający się do Chrystusa zajął wysokie stanowisko akademickie czy państwowe.
Historia kołem się toczy. Minęły czasy, kiedy chrześcijanie czuli się dobrze w Egipcie. Minęły czasy, kiedy kościoły rosły tam jak grzyby po deszczu, gdy budowano pustelnie, gdy impuls do życia mistycznego dla całego chrześcijaństwa wychodził właśnie z Egiptu i gdy kwitła tam tworząca bogatą tradycję głęboka myśl egzegetyczna. Minęły czasy, kiedy sam Chrystus znalazł schronienie w ziemi faraonów. Jednak nie minęły czasy, o których Bóg mógłby powiedzieć: „Z Egiptu wezwałem Syna mego” (Mt 2,15). Bo splamiona krwią chrześcijan ziemia kraju nad Nilem to wciąż miejsce wielu świętych córek i synów Kościoła. Uświęconych przez męczeństwo.
Polub stronę na Facebook

