XV Niedziela w ciągu roku A

Nieprzygotowane kazanie

Alessandro Pronzato to dziś podeszły już w latach włoski kapłan i dziennikarz. Nota bene dziennikarstwo zaczął studiować za namową Pawła VI. Wielu polskim czytelnikom nie trzeba go przedstawiać. Spośród napisanych przez niego ponad stu dwudziestu książek w Polsce znany jest chyba przede wszystkim z Niewygodnych Ewangelii. Jednak napisał także książkę zatytułowaną Siewca – dobry początek. To w niej właśnie twierdzi, że Jezus, który pewnego dnia usiadł nad brzegiem jeziora, wcale nie miał zamiaru nauczać. Przynajmniej nic na to nie wskazuje: „Owego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu” (Mt 13,1–2). Właśnie wtedy Jezus rozpoczął nauczanie.

Nie miał jednak przygotowanego kazania – twierdzi Pronzato. Nie rozmyślał przez kilka dni, jak dziś czyni to wielu księży, jaką rozpocząć homilię, by przykuć uwagę słuchaczy. Ci przecież zjawili się niespodziewanie. Wystarczyło Mu jednak jedno tylko słowo, by zogniskować myśli tłumów na tym, co najistotniejsze.

W paralelnym do Mateuszowego fragmencie Ewangelii Marka brzmi ono: „Słuchajcie!”. Gdy Żyd słyszał wezwanie do słuchania, skojarzenie miał tylko jedno: Szema, Israel – „Słuchaj, Izraelu”. Codzienna modlitwa przypominająca przykazanie miłości Boga i bliźniego należy przecież do serca całej dobrej nowiny.

Siewca wyszedł siać

Ze swej rabinackiej katedry, którą stanowi zakotwiczona u brzegu jeziora łódź rozpoczyna Jezus swą mowę bardzo osobistą przypowieścią, w której zawarł własne obserwacje co do rezultatów głoszonego przez siebie słowa. Zapewne radował się wszystkimi, którzy ochoczym sercem przyjmowali Jego nauczanie i przynosili plon stokrotnya smucił każdym powątpiewającym, odrzucającym lub wręcz wrogo nastawionym do słów o królestwie Bożym.

Przypowieść eksponuje gradację losów ziarna: najpierw pozostaje tylko samo ziarno, następnie wybujałe źdźbło, a w końcu cała roślina. Przesłanie tego obrazu nie dotyczy sądu ostatecznego, gdyż nie wspomina się o żniwie; dotyczy raczej rozszerzania się głoszonego przez Jezusa królestwa Bożego w różnym stopniu intensywności. W wyjaśnieniu przypowieści (Mt 13,18-23) akcent przesuwa się ku przestrodze, by unikać braku wysiłku w rozumieniu słowa Bożego, chwilowego entuzjazmu i pokus doczesności. Ponieważ w samej przypowieści odzwierciedlone są osobiste doświadczenia Jezusa, natomiast jej wyjaśnienie nawiązuje do trudności misyjnych pierwszych gmin, stąd niektórzy byli skłonni sądzić, że wyjaśnienie owo przypisać należy pierwotnemu Kościołowi; w tekście ewangelijnym nie znajdujemy jednak wystarczających argumentów na poparcie tej tezy.

Los ziarna rzuconego w ziemię zależy od jakości gleby, na którą padnie. Los słowa o królestwie zależy od postawy serca słuchacza. Można je przyjąć lub odrzucić, można z nim współpracować bardziej lub mniej skutecznie. Samo słowo Boże jest jednak zawsze skuteczne: „Zaiste, podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich nie wraca do Mnie bezowocnie, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa” (Iz 55,10-11).

Królestwo Boże już jest pośród ludzi, a jednocześnie przybliża się do nich, jednak jego przyjęcie wymaga współpracy ze strony człowieka. Wymaga wysiłku woli, umysłu i serca. Choć więc obiektywnie królestwo Boże jest w stadium realizacji, to jego przyjęcie przez poszczególnych ludzi uzależnione jest od ich własnej decyzji. Tak więc przypowieść o siewcy opowiada o początkach królestwa Bożego w życiu człowieka.

Z poradnika ogrodnika

Dzisiejsze techniki i metody pielęgnacji gleby pozwalają na zasiew zboża nie tylko w miejscach nasłonecznionych, ale także cienistych lub narażonych na wysychanie. Z jednej strony ziemię użyźnić można odpowiednimi nawozami, spreparowanymi z odpowiednich proporcji poszczególnych składników, z drugiej – samo ziarno dobierać można do poszczególnych rodzajów gleby. Ogromną rolę ma oczywiście odpowiednie przygotowanie podłoża. Trzeba oczyścić teren przeznaczony na zasiew z suchych resztek roślin, kamieni i chwastów. Solidna orka pozwoli wyciągnąć chwasty wraz z rozłogami. I nie wolno zapomnieć o nawożeniu! Inny kompost stosuje się do gleby piaszczystej, a inny do gliniastej. Co sprytniejsi, dobierając nawóz, mierzą najpierw kwasowość gleby. Tak więc, przy odpowiednim wysiłku i pieczołowitości można znacznie zwiększyć jakość i ilość zebranych plonów.

Nieco inaczej rzecz wygląda w Jezusowej przypowieści: „Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, niektóre ziarna padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny” (Mt 13,3b-8).

Rolnicze prawidła nie zmieniają się od wieków. Im lepsza gleba, tym obfitszy plon. Glebę należy przygotować na przyjęcie ziarna. A jeśli ziarnem jest słowo Boga, a glebą serca wierzących – to te ostatnie również winny być przygotowane na słuchanie Boga. Oczyszczone z chwastu grzechu i nawodnione pragnieniem. I pogrążone w ciszy, zgodnie ze słowami „Desideraty”: „Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech, i pamiętaj, jak wielki spokój można znaleźć w ciszy. Żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek się trudzisz i jakiekolwiek są twoje pragnienia”.

Wieczny plon Maksymiliana

W 1914 r. wybuchła pierwsza wojna światowa. Świat wstrzymał oddech, wydarzenia przyśpieszały, wymykały się spod kontroli. W tym samym roku młody naśladowca św. Franciszka, Maksymilian Kolbe, złożył profesję zakonną, a cztery lata później, w Rzymie otrzymał święcenia kapłańskie. Czas rzymskich studiów był dla niego jak fundament kładziony starannie pod mury przyszłej budowli. Studiował pilnie, ale też wiele godzin poświęcał modlitwie i rozmyślaniom. Nie był jednak typem mnicha żyjącego w cichości kontemplacji. Uważnie obserwował wszystko, co działo się w stolicy chrześcijaństwa. To w Rzymie zrozumiał, że cały świat powinien należeć do Chrystusa. Wtedy nie do końca jeszcze wiedział, w jaki sposób to on, Maksymilian, mógłby w tym pomóc, jednak nasłuchiwał głosu swego serca i nie dawał się zwieść niepokojom opanowującym świat.

W 1917 r. przypadały dwie rocznice, które o. Kolbemu dały wiele do myślenia: 400-lecie wystąpienia Marcina Lutra i 200-lecie powstania masonerii. Te dwie okazje wykorzystali wrogowie Kościoła dla zamanifestowania swej nienawiści. Burmistrz Rzymu, Żyd, Ernest Nathan, został wielkim mistrzem masońskim. Zarządził obchody z czarnym sztandarem giordanobrunistów, na którym był znak Lucyfera, depczącego św. Michała Archanioła. W czasie pochodu wołano: „Diabeł będzie rządzi w Watykanie, a papież będzie jego sługą”. Maksymilian patrzył na tę potworną prowokację z wielkim bólem. Drażniła go obojętność tłumów. Wszystko to pchnęło go do działania. W porozumieniu z przełożonymi jeszcze w 1917 r. założył wśród swoich kolegów Rycerstwo Niepokalanej. Już dwa lata później, w 1919 r. papież Benedykt XV udzielił członkom Rycerstwa swojego błogosławieństwa. Dziś sami tylko Rycerze w Polsce to ponad 1,6 mln osób.

Jezus, opowiadając o siewcy rzucającym ziarna, mówił o takich,  które „w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny” (Mt 13,23). Ziarna wrzucone w żyzną glebę serca św. Maksymiliana do dziś rodzą złote kłosy zbóż, z których kolejne pokolenia szukających Chrystusa czerpią garściami, aby zaspokoić głód duszy.

Audycja „Głos na pustyni” w Radio „Wrocław” w każdą niedzielę o 6.50

Polub stronę na Facebook